W ciągu ostatnich dwóch tygodni uczniowie naszego liceum mieli okazję zobaczyć jak działa prawo w praktyce, zadawać by się mogło, w samym jego sanktuarium, w sądzie.

Obserwowaliśmy jak toczą się rozprawy, które dziwnym trafem miały zawsze coś wspólnego z wędkarstwem.

Jedną z nich mogliśmy oglądać w całości, począwszy od przesłuchania świadków do wyroku, który zapadł w naszej obecności. Sprawa ta wzbudziła dyskusję wśród uczniów. Część opowiadała się za łagodniejszym wyrokiem, biorąc pod uwagę sytuację życiową oskarżonego. Inni zarzekali się, że nie rozumieją oskarżycieli. Jeszcze inni bronili ich argumentując, że po to jest prawo, by go przestrzegać, że jego łamanie zaczyna się od takich drobnostek jak nielegalny połów ryb. Zajmująca dyskusja budziła wiele pytań. Jak ja bym się zachował? Gdzie zaczyna się moja odpowiedzialność wobec prawa? Gdzie jest granica między miłosierdziem, a zaniedbaniem? Czym jest odpowiednio surowy osąd, ale nie krzywdzący? Trudnym zadaniem jest wydawać wyroki. To jeden wniosek.

Inny nasunął się podczas naszej pierwszej rozprawy, która trwała może pięć minut, ponieważ strony wysunęły wniosek o mediacje. Wierzcie, lub nie (a najlepiej sprawdźcie sami), ale kiedy przedstawiciele oskarżonego i poszkodowanego wchodzą na salę i rozprawa rusza, atmosfera staje się elektryzująca. Co to znaczy? Lubię teatr, rywalizację i przełomy – to wszystko znalazłam tam, w sądzie (też się zdziwiłam). Okazało się, że owszem, sąd jest miejscem pełnym powagi, siły narodu, którym jesteśmy i który ma moc ustalania praw. Tym samym jesteśmy w stanie w ogromnym stopniu wpływać na rzeczywistość i życie ludzi. Wyroki ingerują w ludzkie życia. Ale nie zmienia to faktu, że sala rozpraw otwiera także pole popisu dla intelektu ludzkiego. Do tego, żeby wszystkim tym formułkom ,, na podstawie artykułu 123. ustawy jakiejś tam...” nadać barwę i przedstawić je korzystnie dla siebie. To jest jak wielka gra, tym bardziej emocjonująca, że idzie o najwyższą stawkę – ludzkie życie i jego kształt. Stąd potrafi ona być niezwykle wciągająca.

Zdaję sobie sprawę, że duża część znajomych, w których towarzystwie odwiedzałam sąd nie wie o czym mówię. Nie gwarantuję, że każdy tam znajdzie to, co ja znalazłam. To było wielkie zaskoczenie dla mnie samej, ale każda rozprawa to inna historia. O ile mediacyjna dyskusja między obrońcą, oskarżycielem, a sądem wzbudziła ekscytację, może nawet fascynację, o tyle sprawa z wyrokiem pokazała tę mocniejszą stronę prawa. Sąd jest także (powinnam powiedzieć przede wszystkim) miejscem, gdzie wychodzą na światło dnia najbrzydsze choroby naszego społeczeństwa.

Prawo to piękna gra, ale bardzo niebezpieczna, nie tylko dlatego, że przegrana niesie poważne konsekwencje. Wydaje mi się, że po prostu łatwo jest się w niej pogubić. Jak długo można patrzeć na ludzką biedę (materialną, moralną, intelektualną) i nie zwariować? Gdzie ma granice mickiewiczowska maksyma ,,miej serce i patrzaj w serce”, a gdzie ,,dura lex, sed lex (twarde prawo, ale prawo)”?

Odpowiedź pozostawiam ciekawym. Nadmienię, że rozprawy są jawne, to znaczy, że każdy obywatel ma prawo w niej uczestniczyć. Sąd Rejonowy w Lubartowie nie jest tylko jednym z pustych, enigmatycznych budynków. Podczas rozprawy wpadł mi do głowy pomysł, że to idealne miejsce na randkę. Chodzimy do kina, teatru, na koncerty, do muzeum, podczas gdy prawdziwe tragedie, rozterki, porażki człowieka, tryumfy sprawiedliwości (niestety nie zawsze) mają miejsce w takich niepozornych budynkach. Nie mówię o tym, byśmy zaczynali się sycić ludzkim nieszczęściem (wierzcie mi, ciężko o to, łatwiej o depresję), ale jest to bolesna szkoła życia i naprawdę wnosi więcej niż tysiące wzniosłych mów wychowawczych. Przynajmniej ja tak uważam.

Julia Tomala klasa IIIC 

IMG_20170220_090720.jpgIMG_20170216_130347.jpgIMG_20170220_101619.jpgIMG_20170220_101520.jpgIMG_20170220_090726.jpgIMG_20170220_101545.jpgIMG_20170220_083140.jpgIMG_20170216_130249.jpgIMG_20170220_083307.jpgIMG_20170216_130257.jpgIMG_20170220_083030.jpg